niedziela, 19 lipca 2015

Informejszyn, informejszyn XD

No więc udało mi sie odblokować anonimowe komentarze, a dla takiego geniusza komputerowego jak ja to nie lada wyczyn XD Więc cóż... Level up! A w prezencie mam takie krótkie opowiadanie przedstawiające wizję mojej przyszłości. Ostrzegam że pisałam to czekając aż załaduje mi się film, więc mogą być błędy. Zapraszam.
***
Zaspana spojrzałam w lustro i skrzywiłam się delikatnie
-Nie, to na pewno nie ja-zmarszczyłam brwi przysuwając twarz bliżej- Tak.Ja jestem dużo ładniejsza-skwitowałam odwracając się od lustra. Szybko ubrałam na siebie jakąś starą koszulkę i wybiegłam z domu. Deszcz siąpił jakby nie mógł się zdecydować czy udupić mnie jeszcze bardziej, czy może dzisiaj dać sobie spokój. W końcu zdecydował się na to pierwsze i zaszczycił mnie ulewą stulecia. Cała mokra wpadłam do swojego miejsca pracy. Od razu otoczył mnie zapach smażonego oleju i spalonych frytek. Tak, pracuje w McDonaldzie, ale co zrobić? Muszę płacić za mieszkanie, jedzenie i jeszcze odkładać co miesiąc na spełnienie marzenia o wyjeździe do Koreii. Wiem co sobie pomyślicie. To na cholere ci były te studia! Ale zdziwicie się, bo to dzięki nim dostałam tak dobrą pracę (dzieciaczki, pamiętajcie studia gwarantują dobrą przyszłość).Z westchnieniem założyłam fartuch i udałam się do kasy. Już na wstępie zostałam obrzygana przez jakiegoś bachora, a kiedy w końcu przestałam walić rzygami ktoś znokautował mnie rzucając skrzydełkiem prosto w twarz. Ale nie było tak źle. Bywało że musiałam jechać na izbę przyjęć, albo wracałam z poobdzieranymi stopami. Spojrzałam zmęczona na zegarek i niemal zachłysnęłam się szczęściem. 21:01! Czyli czas do domku. Burcząc pod nosem ciche ,,do widzenia" wybiegłam z więzienia zwanego pracą. Było już ciemno, więc szłam rozglądając się z przerażeniem. Gdybym była nastolatką pewnie zadzwoniłabym do przyjaciółek, ale teraz to było niemożliwe. Jedna stała się światowej sławy chirurgiem i wykładała właśnie jakimś gówniażą w Stanach, a druga...no cóż podobno ożeniła się z jakimś piosenkarzem i podróżuje po świecie. A mi został po nich jedynie obrazek namalowany przez jedną i naszyjnik od drugiej. Nagle usłyszałam za sobą jakiś ruch i poczułam jak moje serce przyśpiesza. Puściłam się biegiem gnając na oślep wąskimi uliczkami, kiedy poczułam że w coś uderzam. Wolno podniosłam się z ziemi i zamarłam. Azjatyckie rysy, oczy wyglądające jakby były wiecznie zamknięte i ten brązowe włosy. Otworzyłam usta
-Hej wszystko w porządku?- spytał płynnym angielskim
-Ty jesteś...-nie skończyłam wpatrując się z uwielbieniem w jego twarz. W oczach błysły mu iskierki radości
-Wiesz kim jestem?-spytał z uśmiechem.
-Nie.-powiedziałam spanikowana i wyminęłam zdziwionego idola. Och mój Sunggyu! Nasza historia się właśnie zaczęła. Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania. Na raz moją głowę zalały wspomnienia fanfików, które już przeczytałam. Z nadzieją i szczęściem w sercu udałam się do domu. Niestety nie spotkałam go następnego dnia. Ani następnego. Ani następnego. I już nigdy go nie spotkałam. Umarłam samotna wśród stada kotów w brzydkim pokoju. W ogóle, nigdy nie byłam w Koreii, a jedyny chłopak jaki na mnie spojrzał to facet z gazowni i hydraulik, którzy przyszli coś naprawić. KONIEC <3

_______
Tak więc dziękuję że dotrwaliście do końca opowiadania. Ta część ze spotkaniem idola jest trochę zbyt optymistyczna jak dla mnie. A, no i jeszcze jedno pytanie. chcecie żebym dodawała muzykę do rozdziałów czy nie chcecie? Pamiętajcie! Komentarze motywują!

7 komentarzy:

  1. Ja to widzę inaczej....


    "-Wiesz kim jestem?-spytal z usmiechem.
    -...Tak. Jestem twoja fanka...-powiedzialam niepewnie.
    -Tak sie ciesze, ze w koncu moge spotkac fana. Hahah.
    Stalam i wpatrywalam sie w jego piekne oczy. Nie moglam wydusic z siebie ani slowa. Ah! Zawsze marzylam o zdjeciu z nim, ale przeciez nie zapytam o to prosto z mostu!
    -Pewnie chcialabys zrobic sobie ze mna zdjecie?-spytal.
    O MOJ BOZE. MAGIA! *-*
    -Jesli to nie problem.
    -Oczywiscie ze nie. - Powiedzial i słodko sie zasmial.
    Podeszłam do niego niepewnie, a on przysunal mnie do siebie jeszcze blizej. Tak, ze moglam poczuc jego piekny zapach. Podalam mu telefon. Odblokowal go i zapozowalismy do zdjęcia. Po zrobieniu go odzyskalam swoja wlasnosc.
    -Gdzie idziesz?-wypalilam.
    -Chcialem sie przejsc. A ty? Jest juz ciemno. Taka piekna dziewczyna nie powinna sie sama wloczyc po ciemku. Mieszkasz daleko stad?
    Piekna? Topie sie...
    -Nie. Jakies 15 minut.
    -Okej. Odprowadze Cie.
    -Al-
    -I nie chce slyszec ani slowa sprzeciwu! Hahaha.
    Zaczal sie smiac a po chwili ja rowniez zaczelam.

    Szliśmy kolo ciemnej ulicy rozmawiajac o wszystkim. Wlasnie spelnialo sie moje marzenie. Przez cala droge szczerzylam sie jak glupia. Dobrze ze bylo ciemno...

    Gdy doszliśmy pod moj blok podbieglam do niego i go przytulilam. Odwzjamnil usmiech a po moich policzkach zaczely plynac lzy.
    -Ej nie placz.
    -To lzy szczescia. Wlasnie spelnilo sie moje marzenie.

    Potem wymieniliscie sie numerami telefonow i przez następny tydzien spotykaliscie sie codziennie. Kiedy nadszedl dzien jego wyjazdu oboje byliscie smutni. On obiecal ci, ze o tobie nie zapomni i ze sie jeszcze spotkacie.

    ***Rok pozniej***

    Wrocilam zmeczona z pracy i sprawdzilam skrzynke pocztowa. O dziwo dostalam mala paczuszke. Ciekawe od kogo to? Nie często dostaje jakies prezenty. Usmiechnelam sie pod nosem. Po kilku minutach wgapiania sie w paczke o tworzylam ja. W srodku znajdowal sie list oraz bilet do Korei. ZE CO. To od Niego. W liscie zawarl to ze za mna teskni... I to ze on nie lamie obietnic... A no tak. Zapomnialam o takiej jednej rzeczy... Napisal tez ze w Sobote mam lot do Korei! Bylam przeszesliwa. Odbrazu zaczelam sie pakowac. Zostalo mi trzy dni.

    ----
    W sobote stawilas sie na lotnisku na czas. Twoj samolot o dziwo sie nie spoznil.

    Po kilkunastu godzinach wyladowalas w Korei. Na lotnisku przywital cie nie kto inny jak Sunggyu. Rzucilas mu sie na szyje a on obrekcil sie z toba w ramionach wokół wlasnej osi.

    ***

    I skonczylo sie na tym, ze zamieszkalas razem z nim w Korei. Nie pracowalas w McDonaldzie poniewaz on utrzymywał was oboje... Spytasz dlaczego. Otoz zostalas jego zona! *wiwaty* hip hip hurraaa!

    Bylas jego oczkiem w glowie.

    Jego skarbem.

    Tym, dzieki czemu budzil sie co rano i mial sile by zyc.

    Kochalas Go a on kochal Ciebie..."


    KONIEC DZIOBEK. MAM NADZIEJE ZE SIE PODOBA HAHAHA <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnialam dodac, ze znowu zaczelas utrzymywać kontakt z twoimi przyjaciolkami *ciummmm*
      I WSZYSCY SĄ HEPI HEHEHEHEHHEE KA CZE

      Usuń
    2. Kochana ty XD To o wiele mniej prawdopodobna wersja, ale dzięki tobie miałam ubaw :b Kc <3

      Usuń
  2. No! Na reszcie mogę skomentować twoje opowiadania! Haha! :DD Świetny post! :3 <3<3<3

    OdpowiedzUsuń