piątek, 24 lipca 2015

Ucieczka

 Ok. to znowu nie rozdział, ale ekhem....Ostatnio nie mam pomysłu na tamto opowiadanie, więc robię wszystko byle go nie pisać. Spokojnie, rozdział pojawi się do końca przyszłego tygodnia. Macie może pomysły na jakieś krótkie opowiadania? Czekam na propozycje i daję wam do przeczytanie takie o coś :D
 **
Zamknięta w małym pokoju przez całe życie, marzyłam. By poczuć ciepło słońca, zobaczyć co to trawa i usłyszeć śpiew ptaków. Przede wszystkim pragnęłam z kimś porozmawiać. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i do pomieszczenia weszła jakaś kobieta w białym uniformie. Szybko odłożyła na stolik tackę z paskudną papką i wymknęła się zamykając drzwi. Pojawiała się tylko raz dziennie i wychodziła równie szybko jak przychodziła. Nigdy nic nie mówiła, nie patrzyła na mnie. Dałam jej na imię Alice. Czasami opowiadałam o swoich marzeniach, pomysłach mając nadzieję że mnie słucha. Ze słyszy pomimo tych grubych ścian psychiatryka.
***
Parę lat wcześniej poznałam dziewczynę o imieniu Elie. Stała się moją jedyną i najlepszą przyjaciółką. Zawsze była przy mnie kiedy płakałam, śmiałam się, lub nudziłam. Była zawsze. Ale rodzice chyba jej nie polubili. Zawsze kiedy mówiłam że idę się pobawić z Elie, pytali ,,Kto to Elie?". A ona stała obok i uśmiechała się rozbawiona. Potem okazało się że mam schizofrenie, a ona jest tylko moim wymysłem. Zostałam zabrana do psychiatryka i ,,wyleczona". I pomimo że wiem że jej tak naprawdę nie było, to bardzo tęsknię. Teraz jestem sama w ciemnym zimnym pokoju bez okien, a dookoła słychać tylko bicie mojego serca.
***
Ten dzień był inny. Alice weszła do mojego pokoju i spojrzała na mnie. Wzrok miała pusty i zimny, ale i tak sie ucieszyłam.
-Masz gościa Caroline. Radzę ci zachowywać się należycie- syknęła i wpuściła do środka wysokiego chłopaka o lśniących tęczówkach. Spojrzał na nią ostrożnie
-Może nas pani zostawić samych?-spytał cicho
-Ale..-
-Nic mi się nie stanie. Proszę-uśmiechną się ciepło. Kobieta niepewnie wyszła zamykając za sobą drzwi. Chłopak szybko do mnie podbiegł i przytulił mocno. Czując go tak blisko gwałtownie zesztywniałam.
-Kim jesteś-wychrypiałam niepewnie. Nieznajomy odsuną się powoli i spojrzał na mnie z troską
-Caro. Jestem twoim bratem. Luck.-uśmiechną się niepewnie. Pochyliłam głowę. Nie pamiętałam
-Nic nie szkodzi-mrukną jakby czytając mi w myślach- wyciągnę cię stąd i poznamy się na nowo-powiedział wstając. Odwróciła się i zaczął iść do wyjścia. Szybko chwyciłam go za rękaw bluzy
-Kiedy sie spotkamy?
-Jutro o zmroku. Bądź gotowa do ucieczki-uśmiechną sie i wyszedł z pomieszczenia. Znowu byłam sama, ale tym razem pojawiła się iskra. Światło w tunelu...
***
Czekałam. Czekałam. Czekałam.Nie wiedziałam która jest godzina, ani ile pozostało do zmroku. Nagle włączył się alarm przeciwpożarowy i wszystkie drzwi otworzyły się w tym samym momencie. Zdezorientowana zerwałam się na równie nogi. Ludzie zaczęli wybiegać ze swoich cel i gnać na oślep przez korytarz. Ale jedna osoba biegła w przeciwnym kierunku. Młody chłopak o jasnobrązowych włosach i jednej połowie twarzy pomalowanej farbą na czarno. Podbiegł do mnie i chwycił mnie za rękę. Zaczęliśmy biec.
-Kim jesteś?-spytałam zdezorientowana. Chłopak spojrzał na mnie z uśmiechem
-Jestem przyjacielem twojego brata.Możesz mi mówić Rick-powiedział nawet nie zwalniając. Poczułam że tracę siły. W końcu przez tyle lat byłam zamknięta
-Rick. Ja już nie dam rady! Musimy zwolnić-szepnęłam błagalnie. Dostrzegłam w jego oczach błysk paniki. Nie uwzględnili tego w planie ucieczki?!
-Wezmę cię na ręce-mrukną i podniósł mnie jakbym była z waty. Biegliśmy przez korytarze słysząc jedynie ogłuszający wrzask alarmu. W końcu wybiegliśmy na zewnątrz. Zachłysnęłam się szczęściem czując we włosach zimny wiatr.
-Gdzie jest Luck?-spytałam dopiero teraz zdając sobie sprawę że nigdzie go nie ma.
-W naszej bazie. Włamał się do systemu i włączył alarm. Powinien też otworzyć bramę-spojrzał na zegarek-właśnie teraz-powiedział i pobiegliśmy w stronę metalowych wrót wolno posuwających się do góry. Kiedy przekroczyliśmy granicę poczułam nieopisane szczęście. Ale najgorsze miało dopiero nadejść.
-Za nimi! Łapać ich!-usłyszałam wściekły głos Alice. Spojrzałam za siebie. Jeden ze strażników poświecił na nas latarką, a potem spuścił ze smyczy ogromnego psa, który pomkną w naszą stronę.
-Rick! Pies-krzyknęłam spanikowana. Zauważyłam że chłopak nad czymś intensywnie myśli. Potem zatrzymał się i postawił mnie na ziemi.
-Co robisz? Musimy uciekać-jęknęłam ciągnąc chłopaka za rękę, jednak on stał z zaciętą miną.
-Uciekaj. Ja ich zatrzymam-mrukną
-Co?!
-Uciekaj!
-Al-
-Nic mi nie będzie. Zaraz do ciebie dołączę-spojrzał na mnie z uśmiechem. Przez chwilę się wahałam, ale w końcu ruszyłam w stronę lasu. Biegłam przez trawy i kolczaste krzewy. Prawie utopiłam sie w rzece i o mały włos spadłam ze skarpy. W końcu nogi odmówiły mi posłuszeństwa i opadłam na ziemię. Zaczęłam rozpaczliwie płakać i drżeć. Nic nie układało się dobrze.Nawet nie wiem gdzie uciekać. W dodatku nie wiem gdzie jest Rick. Obiecał że niedługo do mnie dołączy, a go nadal nie ma. Co za idiota!
-Hej. Wszystko w porządku?-usłyszałam nad sobą czyjś głos, więc uniosłam głowę. Nade mną stała dziewczyna o długich blond włosach. Uśmiechnęła się do mnie-Mam na imię Elie. Może ci pomóc?

1 komentarz: