poniedziałek, 27 kwietnia 2015

,,Circus Monster"

 Hehehe...Tak, tak. Znowu one-shot. Przepraszam. Obiecuje że następne co dodam to nowy rozdział. Do napisania tego opowiadania natchnęła mnie ta piosenka- Megurine Luka "Circus Monster" ,więc jesli chcecie to możecie jej słuchać podczas czytania....


-Halo? Jest tu ktoś?-szepcząc rozglądam się po ciemnym pomieszczeniu. Słyszę czyjś oddech, ale nie jestem w stanie nikogo dostrzec. Coraz mocniej przytulam swojego pluszowego misia. Boje się.
-Kim jesteś?-pyta ktoś z ciemności. To chyba chłopak.
-Ja...Mam na imię Moon...-głos mi drży.
-Co tu robisz?-znowu rozlega się głos. Jest coraz bliżej
-Nie wiem. Mama kazała mi iść z jakimś panem i...potem chyba ktoś mnie uderzył. Więcej nie pamiętam-odpowiedziałam cicho. Nagle pochodnia za moimi plecami się zapaliła kreśląc jaśniejsze półkole w którym stałam. I wtedy pierwszy raz go zobaczyłam. Ciemnowłosego chłopca z dużymi czarnymi skrzydłami i pazurami. Łypał na mnie niepewnie kocimi oczyma, jakby w obawie że zacznę uciekać. Zamiast tego po prostu się uśmiechnęłam.
-Ty...Nie boisz się mnie?- spytał zdziwiony
-Nie jesteś straszny... Jak masz na imię?-spytałam ciekawa. Strach jakby znikną.
-Jestem Cirk. To przykre że też tu trafiłaś...
-Ale gdzie ja jestem?
-Nikt ci nie powiedział? Jesteś w lochach Cyrku Dziwadeł-sykną krzywiąc się jakby ta nazwa napawała go obrzydzeniem. Odruchowo dotknęłam rogów sterczących po obu stronach mojej głowy. Więc tak o mnie myśleli? Jak o dziwadle? Poczułam że łzy napływają mi do oczu i usiadłam opierając się o kamienną ścianę.
-Boje się. Ja nie chcę tu być-szepnęłam rozpaczliwie. Obok usiadł Cirk przytulając mnie do siebie.
-Spokojnie. Obronię cię
-A jeśli...A jeśli znikniesz?- wytarłam rękawem zasmarkany nos. Chłopak uśmiechną się czule
-Głuptasie. Ja zawsze będę. Nigdy cię nie opuszczę.
***
Nadszedł ten dzień. Mój pierwszy występ. Jak powinnam się czuć? Zawstydzona? Zdezorientowana? Szczęśliwa? Bo ja czułam się przerażona. Nawet nie wiedziałam co mam robić!
-Uwaga drodzy państwo. Oto znane wszystkim skrzydlate straszydło. Potwór w ciele chłopca. Cirk!- Przyjaciel słysząc swoje imię puścił moją drżącą dłoń. Przyglądałam się jak kołuje w powietrzu, przelatuje przez obręcze i robi różnego typu akrobacje. W końcu prezenter zapowiedział finał jego występu i rozdano widowni kamyki, którymi zaczęto rzucać. Cirk usiłował ich unikać, ale niektóre trafiały wywołując śmiech publiczności. Próbując powstrzymać płacz zamknęłam oczy i otworzyłam je dopiero kiedy poczułam ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Chłopak miał parę siniaków i zadrapań na twarzy, ale uśmiechał sie do mnie. Pociągnęłam nosem.
-Cirk...
-Moon, posłuchaj mnie teraz. Wejdziesz na scenę i zaśpiewasz piosenkę dobrze?
-Ale ja nie wiem jaką...
-Zaśpiewaj tą którą nauczyła cię mama.
-Ale...
-Moon. Proszę. Zaśpiewaj ją dla mnie-poprosił cicho. Zacisnęłam pięści i skinęłam głową.
-Uwaga, drodzy widzowie. Myśleliście że Cirk jest najmłodszym uczestnikiem? Otóż się mylicie! Ten potwór ma tylko osiem lat! Ale nie dajcie się zwieść! Bądźcie czujni bo jest nieprzewidywalna!- wysłuchałam wypowiedzi prezentera. Czemu tak o mnie mówił? Cirk popchną mnie delikatnie w strone sceny.
-Boję się- szepnęłam. Wszyscy się na mnie patrzą. Na moje rogi. Na mój ogon. Na moją zapłakaną twarz. I wtedy zdałam sobie sprawę. To nie ja jestem potworem. Odetchnęłam głęboko i zaczęłam śpiewać. Śpiewałam jedyną piosenkę jaką znam. Śpiewałam ją dla Cirk'a. Już zawsze będę śpiewać dla tego skrzydlatego chłopca.
***
Boli. Kolejny kopniak wymierzony w mój brzuch. Boli. Ludzie krzyczą dookoła przepychając się żeby mnie uderzyć. Cirk? Gdzie jesteś? Obiecałeś że zawsze będziesz. Że mnie obronisz...Do moich oczu napłynęły łzy. Jak mogłeś mnie opuścić? Przecież ja cię kocham! Pamiętam to. Pamiętam...
To było po tym występie z tygrysami. Miałeś go chyba zwabić z powrotem do klatki i zamknąć, ale jakis człowiek rzucił w ciebie kamykiem i spadłeś. Leżałeś potem w lochach, a ja czuwałam. Trzymałeś się za krwawiący brzuch i próbowałeś to przede mną ukryć. Byłeś taki blady...
-Moon?
-T..tak?
-Wiesz że nasze imiona idealnie pasują do sytuacji?- chrypiałeś jakby mówienie sprawiało ci ból
-O czym ty mówisz?- szepnęłam. Byłam taka zmęczona.
-Twoje imię pochodzi od ,,Monster", a moje od ,,Cirkus". To takie śmieszne. Jesteśmy tu najbardziej ludzkimi stworzeniami-sapnąłeś zamykając oczy. Położyłam ci swojego misia pod głowę żeby było  miękko.
-Masz rację, ale teraz spij braciszku. Obiecałeś że jutro się pobawimy.
-Obiecałem...-mruknąłeś cicho i zamknąłeś oczy...Obudził mnie szczęk otwieranych drzwi. Jakiś tłusty facet cię zabrał, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego się nie broniłeś? Po prostu spałeś! I nie widziałam cię miesiąc. Ale wiesz? Nie mam do nikogo żalu. Nie złoszczę się na tych ludzi, na prezentera, ani nawet na mamę. Tylko trochę mi żal że sie ze mną nie pobawiłeś. Może jeszcze się kiedyś spotkamy? Bo wiesz, boli mnie coraz mniej. Chyba gdzieś się przenoszę. Tutaj jest dużo światła i ładnie pachnie. Tylko gdzie jesteś ty?

piątek, 24 kwietnia 2015

Skazany na dar-Rozdział 1

Eee...Musicie się chyba przyzwyczaić że wstawiam cały czas coś nowego. Chyba za szybko myślę i nie wyrabiam już z pisaniem XD (tak. Mam takich urywków więcej). Ekchem. O czym to ja...? Aha. Zapraszam do czytania:
***
-Co się stało-szepnąłem czując jak powraca do mnie świadomość. Jest zimno, boli mnie głowa i w dodatku nic nie pamiętam. Usiłuję otworzyć oczy, ale oślepia mnie ostre światło lamp. Gdzie ja jestem? Kiedy przyzwyczajam się do bieli otwieram oczy. Jestem w białym pokoju, przykuty do białego stołu, a dookoła chodzą ludzie w białych kitlach. Tylko ciężkie czarne kajdany odcinają się od otoczenia. Gdzie ja jestem? I dlaczego tak cholernie boli mnie głowa? Jakiś starszy pan podchodzi do mnie i uśmiecha się spod gęstych wąsów
-Witamy cię pacjencie numer 3843! Masz zaszczyt przysłużyć się nauce.-powiedział radośnie niczym profesjonalny prezenter pogody. Próbuję wydostać ręcę,
-Spokojnie. Nikt jeszcze nie przeżył tego eksperymentu, więc masz szansę stać się pierwszym!
-Ja...Zostawcie mnie!
-Przytrzymaj go-starszy zwrócił się do współpracownika. Jakiś facet chwycił mnie za szyję. Błagam niech to będzie sen! Staruszek znowu na mnie spojrzał, tym razem z powagą. Zza kitla wyciągną strzykawkę z jakąś zieloną cieczą i nóż. Moje serce bije rekordy w szybkości uderzeń. Igła jest coraz bliżej mojej szyi
-Proszę. Nie...-szepnąłem jeszcze zanim straciłem przytomność
***
Szkoła Dla Geniuszy jak zwykle tętniła życiem. Wszędzie słychać było rozmowy i śmiech. Jakie to wkurzające. Z naburmuszoną miną zatkałam sobie uszy usiłując skupić się na lekturze. Halo! To Szkoła Dla Geniuszy! Nie mogliby zachowywać się poważniej, jak na tytułowych geniuszy przystało? Przynajmniej nikt nie próbuje wciągną mnie do rozmowy, ani się zaprzyjaźnić. To zwykła strata czasu. W końcu rozbrzmiał dzwonek na ostatnią lekcję, więc zawlokłam się do klasy. Usiadłam w pierwszej ławce i oparłam twarz na dłoniach. Meg-nasza pani od angielskiego-jak zwykle zaczęła grozić rozwrzeszczanym uczniom karną kartkówką. Cóż...Mnie to nie dotyczy. Nigdy nie pisze kartkówek, ani nie jestem pytana. Jedyne co muszę robić to słuchać i pisać sprawdziany przynajmniej raz na pół roku. Tak. Jestem najmądrzejsza z całej szkoły. Najmądrzejsza z geniuszy. Udało mi się przeskoczyć trzy klasy gimnazjum, a wszystkie klasy podstawówki skończyłam ze świadectwem z paskiem. Bycie najlepszą jest dla mnie jak powietrze. Stało się codziennością, ale bez niego nie mogę żyć. Meg spojrzała na mnie smutnie, a potem na klasę.
-Wiatani? Jak chcesz to możesz iść do domu- powiedziała nauczycielka spokojnie, nie zwracając uwagi na oskarżycielskie jęki reszty klasy. Kiwnęłam głową, spakowałam się szybko i wybiegłam z klasy. Wychodząc ze szkoły minęłam tablicę informacyjną, na której już od miesiąca wisiało ogłoszenie o zaginięciu chłopaka. Z tego co wiem jeszcze go nie odnaleźli i nie zapowiada się na to. Wszyscy mają to gdzieś. Moje mieszkanie jest niedaleko szkoły. Mieszkam w akademiku dla dziewczyn  w czystym, dużym pokoju z łazienką i salonem. Zaraz po przyjściu zalałam wrzątkiem jedną z zupek chińskich i usiadłam przy małym stoliku otwierając książki.
-Czas na naukę-sapnęłam zadowolona szukając zeszytu z matematyki. Nauka to całe moje życie i lepiej żeby tak zostało...
***
 -Doktorze! Doktorze!-do ciemnego pokoiku bez okien wbiegł potężny mężczyzna wymachując w ręku arkuszami papieru. Starszy, wąsaty pan spojrzał na niego spod okularów
-Taak?
-On...On przeżył! Żyje!
-Co!-staruszek zerwał się z miejsca  i wybiegł za młodszym współpracownikiem. W białym pomieszczeniu leżał blady chłopak o białych włosach i ODDYCHAŁ!
-Stan?- spytał staruszek podekscytowany
-Stabilny.
-Czego dotyczą zmiany?
-Wykryliśmy zmianę składu krwi i DNA. Wciąż się rozwijają
-Nieprawdopodobne! Ile on tu leży?
-Cztery miesiące Panie Stamk
-Rozumiem. Proszę się pozbyć wszystkich pacjętów którzy leżą tu dłużej
-Tak jest!-odkrzykną młodszy i wybiegł z pomieszczenia. Pan Stamk stał przy ,,eksperymencie" jeszcze przez jakiś czas, a potem wyszedł z pokoju
-Eksperyment się powiódł! Proszę przygotować pacjenta 3843 do dalszych zabiegów, a następnie do transportu! Wkraczamy na nowy poziom nauki i ewolucji!